Bracia mniejsi

 

Lawina jedyna przedstawicielka unikalnej psiej rasy – biały seter otrycki (ang. white otritian seter); abstynentka (w średnim psim wieku), choć urodzona w Chmielu; najlepszy przyjaciel każdego człowieka jedzącego cokolwiek; kocha niemowlęta, dzieci, młodzież, dorosłych w wieku produkcyjnym i leciwych emerytów, a także lenistwo przedkominkowe; brawurowo podaje prawą i lewą łapy przednie (również jednocześnie); mistrzyni świata i okolic w merdaniu ogonem i lizaniu po czym popadnie (potrafi zalizać “na śmierć”); z dużym zapałem i zerowym skutkiem wspomaga gospodynię w konflikcie z liczną rodziną Mariana K. We wrześniu 2016 roku cicho i spokojnie (jak zwykle) powędrowała na drugą stronę psiej tęczy, dotrzymać towarzystwa swojej przyjaciółce Melce.

 

Melka krótkonożny labrador poradziecki (ang. short leg post-soviet labrador); wykupiona za 20 złotych z białoruskiej niewoli na Stadionie Dziesięciolecia; niezawodny system alarmowy zasilany wszystkim co zawiera białka, tłuszcze, węglowodany i cukry (od biedy mogą też być: makulatura i inne pochodne celulozy, tworzywa sztuczne, metale kolorowe oraz ciężkie, minerały, kopaliny i mieszanki cementowo-betonowe, gumy i kauczuki, tekstylia, szkła i kryształy, ciecze ropopochodne i inne materiały, a w zasadzie – oraz wszystkie inne); w konflikcie z liczną rodziną Mariana K. opowiada się zdecydowanie po stronie gospodyni, ze skutecznością podobną do dokonań Lawiny. Od października 2016 roku Melka biega po psich, niebieskich połoninach, gdzie pełno jest smacznych serdelków w ilościach nielimitowanych i psich aniołów (do obszczekiwania).

 

Tadeusz i Zofia Pliszkowie wieloletni sublokatorzy budko-gniazdka podkalenicowego; coroczni, szczęśliwi rodzice wielopisklęcej bandy nigdy nienasyconych owadożarłaczy; bezpłatny (przeciętnie oszczędzasz dwa złote dziennie) substytut usługi hotelowej “budzenie na życzenie”; zawsze latają wysoko (bez względu na wszystkie przeciwności losu), nic i nikt nie potrafi im podciąć skrzydeł, zawsze lądują bezpiecznie – z tych powodów są życiową inspiracją dla gospodarzy, którzy też by tak chcieli, ale nie zawsze się im udaje; nie stwierdzono żadnych kontaktów z liczną rodziną Mariana K., prawdopodobnie z powodu trudności w przekroczeniu barier środowiskowych (to podobno udaje się tylko rakietom typu ziemia-powietrze).

 

Liczna  rodzina Mariana Kreta sprawcy zamieszania; prawdopodobnie agenci nieustalonych sił wrogich gospodyni; na  początku znajomości wydawało się, że są normalną, podstawową komórką ekosystemu bieszczadzkiego – niestety, okazali się wyjątkowo antyspołeczni; wbrew oczekiwaniom gospodyni (bo nazwisko!) nie przepowiadają pogody; wręcz przeciwnie – zeszli do podziemia, konspirują przeciwko gospodyni i ryją skrycie trawnik (lub łąkę jak upiera się gospodarz); w związku z tym są w stałym konflikcie z gospodynią, a to z kolei zmusza gospodarza do “zajmowania stanowiska w kwestii”  (czego domaga się gospodyni) oraz  „do podejmowania skutecznych działań” (czego gospodyni domaga się jeszcze bardziej); należy domniemywać, że mimo skomplikowanej sytuacji życiowej nie zamierzają – w dającej się przewidzieć przyszłości – emigrować do tych państw wspólnoty europejskiej, w których gospodyni nie zamierza zamieszkiwać na stałe, a też są  fajne trawniki lub gazony (porównaj: Wimbledon – korty lub Luwr – ogrody).

 

Stanisław Batmański czasami życie sprawia niespodzianki, o których nawet filozofom się nie śniło: w naszej chacie, niespodziewanie i bez pytania o zgodę, zamieszkał bardzo sympatyczny Stachu B.  Na zdjęciu jeszcze trochę zagubiony w nowym otoczeniu, ale po chwili z poziomu tarasu ulokował się w jednej ze szpar chaty i został, mamy nadzieję, że na zawsze. W zamian za gościnę liczymy na owocną współpracę w kwestii radykalnego ograniczenia wpływu upierdliwych insektów na komfort wypoczynku na tarasie. Ze swojej strony obiecujemy również, że będziemy grali tylko w pchełki, chińczyka, skaczące czapeczki, bierki, ewentualnie w szachy. Żadnych kart, a jeżeli, to tylko tymi taliami, w których nie ma  Jocker’ów (czarny Piortuś!!!!!).

 

Zdzislaw Zwinka z małżonką na skraju trawnika, opodal krzaczka, w małej norce M-10, zamieszkał sobie Pan Zwinka z małżonką (ta akurat w czasie sesji fotograficznej wpadła na chwilę do alkowy, bo przecież taka nieprzygotowana). Z niecierpliwością czekamy na potomstwo, które powinno się pojawić pod koniec lata. I oczywiście serdecznie witamy.

 

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • PDF